
Piąty pasek w dresie- specyficzni kolesie
Jest to zdanie, fraza z piosenki zespołu Pidżama Porno, wybrałem ją na tytuł tego felietonu, ponieważ pasuje idealnie do tego, o czym dziś chciałbym napisać. A przyczyną pisania będzie chandra, jaka ostatnio mnie dopadła. Wiem, że po tym felietonie mogę być narażony na reakcje kolesi z tytułu, która jak mi się wydaje, nie będzie dla mnie za bardzo przyjemna. Nie bacząc jednak na to, podejmuje ryzyko i chwytam za pióro. Zaznaczyć natomiast pragnę, że niniejsze słowa nie dotyczą wszystkich, lecz tylko najgroźniejszych osobników tego "gatunku".
Otóż ostatnio, jak napisałem wcześniej miałem chandrę- taki mały, psychiczny, "przydrożny dół". Miała ona jednak niecodzienne objawy: nadal chciało mi się żyć, pisać, bawić, i słuchać muzyki- krócej mówiąc, nie wpłynęła jakoś na moją życiową aktywność. Zaatakowała natomiast obszary mojej psychiki odpowiedzialne za pewność siebie. Co tu dużo kryć, najbardziej sprawny nie jestem, a żeby rzec dokładniej, jestem niepełnosprawny. Mimo wszystko nigdy nie przeszkadzało mi to w korzystaniu z dobrodziejstw życia: imprezowałem, piłem, paliłem i nadal to robię! Mam wielu znajomych i kochającą dziewczynę- jestem szczęśliwym człowiekiem! Wróćmy jednak do wątku głównego. Oprócz mojej niepełnej sprawności, na wizerunek "redaktora Bigosa" składa się moja postura. Jestem takim trochę "człowiekiem latawcem", albo "człowiekiem cieniem", w każdym razie, jakkolwiek by tego nie nazwać, gdy stanę bokiem, złączę ręce i nogi, to można zaryzykować stwierdzenie, że mnie nie widać. I jak tu być pewnym siebie? Niedokładnie jednak od tej strony "uderzyła" wspomniana dolegliwość. Wytworzyła w moim umyśle następujące pytanie: Jak ja, chudy, niewysportowany, pokojowo nastawiony człowiek, obronię się w sytuacji, gdy w ciemnej alejce, błysną mi najpierw jaskrawozielone trzy paski, a potem łysa głowa? Podejrzewam, że nie tylko ja zadaję sobie to pytanie, bo osoby słuchających reggae czy rocka, to ludzie (na ogół) nie spędzający dużo czasu na dokręcaniu kolejnych ciężarów do sztangi w siłowni. Na pewno natomiast są to osoby nastawione do życia pokojowo, które nie widzą przyjemności w bójkach.
Okazuje się więc, że moja chandra, być może jest też chandrą całej subkultury lub subkultur! W myśl zasady: "żyjesz globalnie- myślisz...indywidualnie", zacząłem rozmyślać, co ja zrobiłbym w takiej sytuacji? Ucieczka? Nie- z powodu wspomnianego wcześniej. Gaz? Nawet, gdybym prysnął, to nie zdążyłbym oddalić się na bezpieczną odległość, w rezultacie, rozjuszony gazem "kark" przetrąciłby mój kark. Kulturalne "panowie porozmawiajmy"? Niby o czym? Chyba o tym, jaka jest średnica kija, którym zaraz dostanę. Co więc pozostaje? Albo zdać się na łaskę bożą i mieć nadzieję, że pod ortalionem ukryty jest szkaplerz, który nie pozwala na dokonanie aktu agresji, albo też honorowo przyjąć razy.
Nic optymistycznego? Według mnie nie. Nawet jeżeli zostaniemy poturbowani (oby tylko przeżyć), to mamy nad nimi przewagę: świadomość, iż nam do walki i zwycięstwa nie potrzebna jest siła mięśni, lecz siła intelektu! Potrafimy walczyć i zmieniać świat słowami lub dźwiękami! Nie pozostaje mi nic innego jak napisać następujące zdanie: Pióra, instrumenty w dłoń i na barykady!
Dodał: Bigos, dnia 16.06.2008
|
|